Wesprzyj fundację
0
0

Powrót do korzeni

Powrót do korzeni

Powrót do korzeni

Głębokie, rozłożyste korzenie mają na celu dostarczenie drzewu wody i minerałów oraz - niczym kotwica - utrzymują je w pionie, by dzięki takiej stabilności mogło ono ukazać cały swój majestat. Świat ludzi niewiele różni się w tej materii od świata roślin. Poczucie zakorzenienia we własnej rodzinie to fundament dobrego, szczęśliwego życia, w którym pytanie o to, kim jestem nie spędza snu z powiek... Jak się okazuje, fakt bycia poczętym w warunkach znacząco odbiegających od naturalnych może sprawić, że dla wielu ta oczywista prawda nigdy się nie urzeczywistni...


Niebieskie oczy

- Nie potrafiłabym tak. Po prostu NIE. - Ilona zatrzymuje się na chwilę przywołując wspomnienie sprzed 15 lat.  - Byliśmy z Bartkiem młodym małżeństwem. Mieliśmy za sobą rok starań o dziecko. Nie był to jeszcze powód do tragedii ale siłą rzeczy zaczęłam interesować się tematem niepłodności. Dołączyłam do internetowej grupy kobiet mających różne doświadczenia w tym temacie. Wspólny "zlot" w knajpie był tylko kwestią czasu. Była wśród nas Malwina - śliczna blondynka z ustabilizowaną sytuacją materialną. Miała fajną pracę i kochającego męża. To on nie mógł mieć dzieci. A dziecko było tym, czego najbardziej brakowało jej do szczęścia. Kiedy podczas wspólnego wieczoru pojawił się temat dawstwa nasienia i komórek jajowych, poczułam się trochę nieswojo. To wszystko było jakieś takie... nie moje. Obce. W końcu Malwina oświadczyła, że chyba zdecydują się z mężem na dawcę nasienia. Że wybiorą niebieskookiego blondyna, by był "podobny" do jej męża i do niej. Gdy spytałam: ale co z prawem dziecka do tożsamości ? Do wiedzy o tym, kim jest, skąd pochodzi, z KOGO się zrodził, odpowiedziała, że dziecko nigdy się o tym nie dowie. Że to przecież nieważne, bo liczy się miłość.

Wybiegłam z tej knajpy z głębokim przekonaniem, że nie chcę tam być. Poczułam, że nie chcę w taki sposób współdzielić z nimi swoich trudności. Nie potrafiłam zrozumieć takiej "miłości" - opartej na kłamstwie, braku szacunku do podstawowych potrzeb dziecka. Tak wiele wiedziałam o tym, jak przez wiele lat zatajano, kim są rodzice biologiczni adoptowanych dzieci i o tym, jak strasznie wpływało to na ich emocjonalne funkcjonowanie w dorosłym życiu. Czułam intuicyjnie, że z dziećmi poczętymi z nasienia dawcy może być podobnie. Później trafiałam na różne publikacje, w których dowodzono tego, co podpowiadała mi intuicja: dorosłe osoby poczęte w taki sposób doświadczały różnych trudności związanych z własną tożsamością i "lądowały" na kozetkach u psychoterapeutów - najliczniej bodajże w Stanach Zjednoczonych. 

Miłość do dziecka zawsze wydawała mi się ofiarą z siebie. To rodzic ma być dla dziecka. To ja - mama - mam ciebie - dziecko, mam kochać takim, jakim jesteś. Bez wybierania ci koloru oczu. Danie ci prawa do tożsamości powinno być czymś tak oczywistym jak powietrze. Nie, nie umiałabym ci go odebrać ze względu na moje pragnienie stania się twoją matką. Nie musiałbyś mieć niebieskich oczu. Bo gdybym sama ci je wybrała, nie umiałabym ci potem w nie spojrzeć...


Rozbieżność pragnień


Puste ściany wybudowanego za pomocą ciężkiej pracy domu, pustka w sercu, w życiu... Biorąc udział w codziennej gonitwie  za lepszym standardem życia, brak dziecka nie jest w niej tak bardzo odczuwalny. Gonitwa znieczula. Aż do chwili, gdy  każdy element materialnej rzeczywistości stoi na swoim  miejscu i można już zwolnić. To wtedy, w ciszy i w bezruchu najmocniej słychać odliczanie biologicznie bezlitosnego zegara, który nieubłaganie odmierza ostatnie, ledwo dostrzegalne możliwości stania się matką i ojcem.

- Tak było z moją mamą - relacjonuje Jake* na jednej z grup w mediach społecznościowych. - Miała 35 lat, kiedy uznała, że nadszedł czas na dziecko. Była samotną kobietą, więc zdecydowała się skorzystać z banku nasienia. Miała jak najlepsze intencje, chciała mnie dobrze wychować. Nie mogę powiedzieć, że się nie starała... Ale dorosłem. 

Wiecie, jak to jest tęsknić za kimś, kogo się nie zna, nie znało i nie ma się o nim najmniejszego pojęcia ? Czuję, że mam w sobie taka "dziurę", której nie mam jak wypełnić, choć bym nie wiadomo jak bardzo tego chciał. Możliwe, że nigdy nie dowiem się o drugiej połowie mojego dziedzictwa. To niby tylko 23 chromosomy... Ale tak naprawdę kryje się za nimi moja niewiedza, kim do końca jestem.  Może mam jakieś rodzeństwo, o istnieniu którego nie mam i nie będę miał pojęcia ? Moja matka nie chce mnie usłyszeć. gdy tylko zagaduję na ten temat, chowa głowę w piasek. I w tym momencie wszystkie nasze dobre chwile trafia szlag. Bo nie umiem zrozumieć, dlaczego mi to zrobiła. Dlaczego już na wejściu w moje życie odebrała mi prawo do poznania mojego ojca oraz dziadków, rodzeństwa, ciotek, wujów ?

O ojcu wiem tylko tyle, że jako niezbyt majętny student przekazał nasienie do banku. Wiem też tyle, że zawsze mi go brakowało. Tak bardzo pragnąłem tej ojcowskiej miłości, której doświadczali moi koledzy... Argument o tym, że nie tylko ja wychowywałem się bez ojca jest nietrafiony. Bo moi koledzy, których rodzice się rozwiedli od początku wiedzieli, kim są ich ojcowie - jacy by nie byli. Ja nie miałem na to szans. Nie wiem, kim jest mój ojciec i nie mam pojęcia, czy o mnie myśli, czy mnie szuka.  Postąpiliście oboje strasznie egoistycznie. Ty chciałaś mieć dziecko, ojciec potrzebował pieniędzy... W tym wszystkim zostałem ja - z matką, która wyrwała mi połowę mnie samego w w imię swoich pragnień i ojciec, który być może zrozumiał swój błąd i nie może go naprawić. Może miałaś, Mamo takie przekonanie, że będziesz kochającą matką. Ale ja nie wiem tak naprawdę, co to znaczy mieć kochających rodziców...


Kathleen 


- Czasami, kiedy patrzę w lustro, mam wrażenie, że jest to odbicie nieznajomego, ponieważ są tylko kawałki mnie, których nie mogę zidentyfikować - czytamy na blogu Kathleen LaBounty, poczętej z nasienia dawcy autorki bloga http://childofastranger.blogspot.com/. Dziś, Kathleen aktywnie działa na rzecz osób poczętych za pomocą komórek rozrodczych od dawców lub dawczyń, które nie ma możliwości poznania swoich biologicznych rodziców. To - najpewniej - pierwsze dorosłe pokolenie walczy dziś o prawo do tej ważnej dla siebie informacji. Upowszechnianie wiedzy za pomocą blogów i kampanii internetowych, udział w konferencjach, lobbowanie na rzecz zmiany prawa - to tylko niektóre inicjatywy podejmowane przez te grupy i samą Kathleen.

Rok 1981, w którym poczęta została Kathleen to czas, w którym wielu dawców podpisało zobowiązanie, że nigdy nie będą oni szukać swoich dzieci. Od tego czasu niektóre rejestry dawców zostały zniszczone. Dopiero niedawno amerykańskie prawo stanu Waszyngton nałożyło na dawców nakaz ujawnienia danych identyfikujących, które na wniosek poczętego dziecka mogą zostać mu udostępnione po osiągnieciu przez nie 18-go roku życia. Choć może to zniechęcić potencjalnych dawców, jest to z pewnością krok w kierunku ochrony praw tak poczętych dzieci.

Kathleen, która zawsze dostrzegała w sobie cechy i talenty, które odróżniały ją od rodziny, w której się wychowała, postanowiła spróbować odszukać swojego biologicznego ojca. Udało jej się ustalić, że może być córką jednego z 600 mężczyzn, do których wysłała listy. Otrzymała odpowiedzi od 250 z nich. Część z nich umożliwiła przeprowadzenie kobiecie niezobowiązujących prawnie testów DNA. Co zaskakujące, wielu z nich okazało Kathleen swoje wsparcie, a nawet czekało na taki list. Cała sytuacja była bardzo emocjonująca zarówno dla niej, jak i samych dawców. Niestety, do dnia dzisiejszego nie udało jej się ustalić, kim jest (a może był ?) jej biologiczny ojciec. Za pośrednictwem stron internetowych, które oferują testy genetyczne, LaBounty udało się dotrzeć do dalekich kuzynów oraz ustalić, że jej ojcowskie korzenie sięgają Żydów zamieszkujących Europę Wschodnią. Wierzy, że odnajdzie też swoje rodzeństwo. Ze względu na swoje dzieci, Kathleen chciałaby także poznać swoją historię medyczną. Jak na razie, nic z tego.


Emocjonalny bagaż


Pełne miłości i zaangażowania wychowanie dziecka, które zostało poczęte z komórek dawcy pociąga - niestety - za sobą "skutki uboczne" - nie ma ono bowiem możliwości poznania swojego dziedzictwa. To postawienie go w sytuacji bez wyjścia. Za tą celową i przemyślaną decyzją rodziców  stoi  emocjonalny rollercoaster złości, wstydu, niepewności i nieadekwatnego poczucia winy ich dziecka. Cierpienie i poczucie straty, jakich doświadczają takie dzieci wzmaga w nich także hipokryzja, jaką dostrzegają w swoich rodzicach - ci bowiem decydując się na ciążę, dążyli do jakiegokolwiek biologicznego związku z dzieckiem, choć zostało one poczęte w 50% lub 100% z komórek dawcy. Nie bez znaczenia bywa też ciężar zbudowanej przez lata  relacji z rodzicami i branie na siebie nie tylko bólu wynikającego z podjętej przez nich decyzji, ale też bólu wynikającego z faktu ich bezpłodności.

Anthony został poczęty z komórek jajowych dawczyni.
- Miałem 17 lat, gdy się o tym dowiedziałem. Nie byłem na to gotów i nie wiem, czy kiedykolwiek nastąpiłby dobry moment na taką wiadomość. Nie ma dnia, bym nie zastanawiał się, kim jest moja prawdziwa matka, czy żyje ? Czy myśli o mnie ? Czy kiedykolwiek ją poznam ? Wiele bym dał, by choć przez chwilę z nią porozmawiać... Matka, która mnie wychowała, nigdy nie nawiązała ze mną bliskiej więzi. Nigdy tak naprawdę mnie nie zaakceptowała. Zawsze brakowało mi więc tej matczynej miłości. Na szczęście był jeszcze mój ojciec, który faktycznie mnie kochał i kocha. Ten brak bardzo boli. Cierpię na depresję. Gdybym mógł poznać swoją tożsamość, pewnie by mi to pomogło. Czuję się jak w potrzasku, z którego nie mam jak się uwolnić.

- Spędzamy cudowne Święta - relacjonuje Andrea, poczęta z nasienia dawcy. Mam wspaniałą rodzinę, którą bardzo kocham. Ale czuję do niego tęsknotę. Czy to nie brzmi dziwnie: czuć tęsknotę do kogoś, kogo się nie zna i nigdy się go nie widziało ? Mimo tego wszystkiego chciałabym móc go przytulić, powygłupiać się z nim. Porozmawiać z moją biologiczną siostrą lub bratem - wierzę, że gdzieś są. Nie było mi dane dorastać w  obecności ojca, słuchać muzyki, którą puszczał, naśladować sposobu, w jaki mył ręce. Nie poznam przepisów swojej babci ani jej samej. Czasem zastanawiam się, czy kiedykolwiek minęłam go na ulicy lub w sklepie.  Przyglądam się niektórym mężczyznom o zielonych oczach, podobnych do moich szukając w nich jego. Mojego ojca...

- Nie mam do niego żalu - wyznaje z kolei Brad. - Mam żal do matki, bo to ona zdecydowała, że zostanę poczęty za pomocą nasienia anonimowego dawcy.  Wybrała fakt, bym pojawił się na świecie i nigdy nie poznał swojego ojca. Nie umiem sobie z tym poradzić. Bo kochała mnie najlepiej jak umiała, dostałem nawet nadmiar tej miłości. Ale ta zadra, która jest, coraz bardziej sprawia, że za te uczucia do niej nienawidzę sam siebie. Nie umiem sobie z tym poradzić. Gdy próbuję wspominać o swoim biologicznym ojcu, czuję się tak, jak bym ją zdradzał. Ona sama zmienia nagle wyraz twarzy na lodowaty i wiem doskonale, że chciałaby istnienie mojego ojca zamieść pod dywan. Nie potrafię o nim zapomnieć,  o tym, że gdzieś tam jest. Nie umiem przestać tęsknić, opłakiwać współnych wspomnień sytuacji, które się nigdy nie wydarzyły. Nie mogę okazać tego przy niej, bo tego nie uniesie. Tak bardzo bym chciał, by mi samemu ktoś pomógł dźwigać to brzemię. Ktokolwiek. Bo moja matka nie może zobaczyć moich łez. Boję się, że mam rodzeństwo, którego nigdy nie poznam. Jak wielu braci i sióstr mogę mieć? Nie wiem. A jeszcze bardziej boję się, że nieświadomie zakocham się we własnej siostrze...


Prawo do tożsamości


"Jeśli genetyka nie ma znaczenia, dlaczego nie rozdają losowo dzieci na oddziale położniczym ?" - pyta  retorycznie mec. Olivia Pratten, adwokat zajmująca się ochroną praw dzieci poczętych z nasienia dawcy lub dawczyni. 

Dorosłe dzieci, które  ten sposób przyszły na świat, nie ustają w poszukiwaniach swoich biologicznych rodziców. Za takim działaniem stoją ciekawość cech, jak i osoby samego dawcy (lub dawczyni) i jego/jej stanu zdrowia, co może mieć ogromne znaczenie z punktu widzenia ich ewentualnych chorób.
Działania prawne podejmowane przez mec. Olivię Pratten  ukierunkowane są na to, by dzieci poczęte w warunkach poza naturalnych miały takie samo prawo do poznania swoich biologicznych rodziców jak dzieci, które trafiły do adopcji. Na chwilę obecną, m.in. tylko Australia, Szwecja, Wielka Brytania oraz Niemcy wprowadziły zakaz anonimowego dawstwa komórek rozrodczych.

W samych tylko Stanach Zjednoczonych, jak wynika z oficjalnych szacunków, żyje w tej chwili około 1 miliona osób poczętych z komórek rozrodczych dawczyń i dawców. Kilkanaścioro -  tle dzieci średnio rodzi się w USA dzięki pojedynczemu, statystycznemu dawcy. Nie jest jednak rzadkością bycie rodzicem kilkuset dzieci. W kraju taki licznym jak Stany Zjednoczone, mogą się one spotkać, czy stworzyć związki i rodziny. Jakie konsekwencje genetyczne, biologiczne i zdrowotne pociągnie za sobą ta radykalnie zwiększająca się liczba spokrewnionych ze sobą ludzi ?

Na stronie www.DonorChildren.com, która integruje społeczność dorosłych dzieci poszukujących swoich biologicznych rodziców i pomaga odnaleźć im innych krewnych, roi się od zdjęć. Odnalezieni po latach bracia, podobne do siebie jak dwie krople wody siostry... Te spotkania dają nadzieję. Przynoszą choć odrobinę spokoju i poczucia, że dzięki odnalezionemu bratu czy siostrze łatwiej jest dźwigać swój ciężar nieznanego, biologicznego rodzica, tudzież ich obojga. 

Najważniejsze międzynarodowe akty prawne i konwencje, niezmiennie od lat utrzymują, że "najważniejsze jest dobro dziecka". Konwencja o Prawach Dziecka ONZ mówi, iż "Każde dziecko ma prawo do zachowania swojej tożsamości -  w tym ustalenia pochodzenia i nazwiska." Tyle w teorii...







* imiona bohaterów zostały zmienione