Wesprzyj fundację
0
0

To nie takie proste. Cz.2

To nie takie proste. Cz.2

To nie takie proste. Cz.2

Wiele osób, które przez wiele lat bezskutecznie stara się zostać rodzicami, w pewnej chwili zaczyna myśleć o adopcji. Kiedy jednak wchodzą na drogę wiodącą do przysposobienia dziecka, okazuje się, że pojawią się na niej liczne przeszkody. Skąd wynikają, czy (i jak ?) można im zaradzić ? Kto może adoptować dziecko ? Te oraz na wiele innych wątpliwości rozwiewa Dorota Dominik - pedagog, mediator rodzinny, biegły sądowy d.s. rodzinnych i opiekuńczych, oraz była dyrektor Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Rzeszowie w latach 1994-2011,   w rozmowie z Iwoną Duszyńską. Zapraszamy do drugiej części wywiadu.


Przyznam, że nurtuje mnie i nawet martwi to, co ostatnio obserwuję u wielu rodziców - nadmierna hiperkontrola dzieci, a u młodych rodziców biologicznych czy adopcyjnych planowanie każdego aspektu życia - i zabezpieczenie się na każdą ewentualność...


To świadczy najpewniej o tym, że ci ludzie są świadomi tego, co się wokół dzieje. Mówimy o wielu aspektach życia - o inflacji, o zapaści w służbie zdrowia, degradacji edukacji. Z tego powodu, wszelkie dane i nawet sytuacja z 500+ pokazują, że ludzie w Polsce coraz częściej nie chcą mieć dzieci. W rodzinach dysfunkcyjnych, dzieci w dalszym ciągu się rodzą. Dzieci nie rodzą się tam, gdzie ludzie żyją w lęku oraz poczuciu zagrożenia. Młodzi ludzie mówią o jakości życia, a nie o tym, by urodzić jak największą ilość dzieci. Wolą zapewnić godne życie jednemu dziecku. W adopcji jest tak samo - nie masz pracy, stabilizacji - nie starasz się o rodzicielstwo. Nie ma i nie było jednak standardu oceny ośrodków, jaki status materialny mógłby ludziom umożliwić adopcję, ale jeśli chodzi o sprawy materialne, tutaj nigdy nie było problemu. Gdy przychodził kandydat na rodzica i miał przykładowo mieszkanie kupione na kredyt, czy wynajęte - to nigdy nie był to problem. Natomiast jeśli przychodził do nas bezrobotny mężczyzna i kobieta, to wiadomo było, że pierwszą rzeczą, jaka zrobią oni po adopcji dziecka, będzie udanie się do OPS po zasiłek. Stosunek OA do stanu posiadania przyszłych rodziców nie był jednak nigdy na pierwszym miejscu. Raczej chodziło zawsze o pewne podstawy - stosunek do adopcji i tzw. szczęśliwość małżeńską.


Kto jest więc dzisiaj dla OA najbardziej wymarzonym kandydatem na rodzica ?


To najzwyklejsi, przeciętni ludzie. Tacy, którzy są szczęśliwi ze sobą, pragną powiększenia rodziny ale którzy z jednej strony jednocześnie nie mają nadmiernych aspiracji, aby ich dziecko zdobyło nagrodę Nobla w wieku 16 lat, było lekarzem, prawnikiem itp. Dobrze, by nie mówili, że mając majątek wszystko temu dziecku dadzą, gdy jednocześnie okazuje się, że między małżonkami źle się dzieje. Ważną rzeczą jest sam związek. Bo - niestety - jeśli coś się nie uda, skutkiem nieudanej adopcji mogą być też rozwody. Tym samy dziecko otrzymuje dwukrotne doświadczenie porzucenia. Warto pamiętać, że adopcja, tak jak i rodzicielstwo biologiczne nie jest lekiem na rozpadający się związek. To najgorszy z możliwych pomysłów.

Osoby z nieprzepracowanym problemem niepłodności nie powinny wybierać się do Ośrodka Adopcyjnego.  
 
Idealnymi kandydatami są osoby, które jednakowo tego [adopcji przyp. red.] chcą. Jeżeli do OA przychodzą kobieta i mężczyzna, ona się angażuje, wszystko załatwia,  ona mówi, a on siedzi i patrzy w okno, to zaczynamy się zastanawiać i zgłębiać, co stoi za tym patrzeniem w okno.


Co może być tego przyczyną ?


Każdy przypadek jest inny. W jednym przypadku mężczyzna może patrzeć w okno dlatego, że ma depresję spowodowaną tym, że jest bezpłodny. W innym może mieć po prostu w nosie adopcję. Jeśli ma depresję, proponuje mu się psychoterapię, a potem adopcję, a nie odwrotnie. 


Często słyszałam o takich sytuacjach, kiedy kobieta była tą stroną, która bardzo pragnęła adopcji, z kolei mężczyzna już nie, ponieważ - cytuję - "To nie będą jego geny"....


Tak, zgadza się. Rzecz w tym, że jedni mówią o tym otwarcie, a inni nie.

 
Co odpowiadacie na to tym kandydatom, którzy mówią o tym otwarcie ?


Takich mówiących o tym otwarcie osób jest bardzo mało. Bo  problemem jest to, by w ogóle o tym powiedzieć. Natomiast najczęściej wychodziło to w trakcie pracy z psychologiem. 


Czy można z tym tematem pracować, by taka rodzina jednak zmieniła swoje podejście i finalnie zaadoptowała dziecko ?


Teoretycznie tak, jednak w praktyce bywa różnie. Taka rodzina musi zrobić krok do tyłu, ponieważ to mężczyzna byłby tą osobą, która wymagałaby pracy. Nie zawsze jest to możliwe. Nie zawsze ten mężczyzna czy kobieta jest w stanie się z tym pogodzić. Czasem jest odwrotnie. Czasem tą stroną, która chce adopcji jest mężczyzna, a kobieta nie bardzo. Na zasadzie "to nie jest jej dziecko" -  jest to wymuszone. Podstawowym kryterium jest to, że obydwoje muszą jednakowo tego chcieć. Nie może być tak, że ktoś powie: "Ja tak bardzo kocham moją żonę, że dla niej to robię." Bo ty ją teraz kochasz, a za rok, jak pojawią się problemy - dziecko będzie rosło, pojawią się choroby,  żona przestanie być do twojej dyspozycji i odejdziesz. Aż tak bardzo jej nie kochasz. W ośrodku, gdzie pracowałam zawsze staraliśmy się otwarcie poruszać takie  tematy. 


Jakie inne niekorzystne przekonania mogą się pojawić na drodze do uzyskania kwalifikacji na rodzica adopcyjnego ?


To tak zwany "dobry zestaw genów". Czyli "dziecko profesora i studentki." Zawsze mówimy żartem kandydatom na rodziców, że takie zjawisko „w przyrodzie nie występuje”. W dzisiejszych czasach studentka nie oddaje dziecka do adopcji. Pracowałam w OA przez 18 lat i nigdy nie zdarzyła nam się taka historia. 
Inny schemat myślowy to taki, że "dziecko do  adopcji to całkowita sierota". Na przykład rodzice giną w wypadku. To też absurd, bo takim dzieckiem zajmą się dziadkowie, ciotki. Ma ono wujów, przyjaciół rodziców. Takie zjawisko w przyrodzie także nie występuje. 


Czy na przestrzeni lat zmieniła się sytuacja dzieci chorych, dzieci z zespołem Downa (ZD), niepełnosprawnych ? Dawniej miały one niewielkie szanse na adopcję. Jak jest w tej chwili ?


Ludzie boją się nadal, ale nastawienie do niepełnosprawności jest już mimo wszystko trochę inne niż kiedyś. Nie boją się dziecka, które słabo widzi, słabo słyszy, ma jedną nogę krótszą. Niedawno szukano rodziców dla dziecka karmionego pozajelitowo - szczęśliwie znaleźli się dla niego rodzice. 

Zwykle było tak, że to, co się dało wyleczyć, zoperować - to był zawsze mały problem. I zawsze były (i są nadal) obawy o choroby psychiczne, głównie schizofrenię. Ludzie wciąż się tego obawiają.

Dzieci z ZD częściej trafiają do rodzin zastępczych, z adopcjami jest trochę gorzej. Ale zaczynają mieć w ostatnim czasie taki "dobry PR". Jest mnóstwo programów z udziałem osób z ZD. To swoje robi. Tego wcześniej nie było. 

Z kolei nie zmienia się lęk przed dziećmi z FAS. Z bardzo prostego powodu: dzieci z FAS nawet w świetle orzecznictwa nie mają w Polsce szansy na nic [na wsparcie ze strony państwa przyp. red.]. Nie mają szans na świadczenia, terapię, edukację dostosowaną do ich specyficznych potrzeb. Nie są wydawane dla tych dzieci orzeczenia, nie orzeka się niepełnosprawności z powodu FAS - dziecko musi mieć inne, współistniejące przyczyny zdrowotne, by można było orzec tę niepełnosprawność i tym samym zorganizować wsparcie dla tego dziecka. 

Proszę zwrócić też uwagę na ciąg skojarzeń: dziecko z FAS to dziecko matki-alkoholiczki. To oznacza, że materiał genetyczny tych ludzi był, jaki był. Kilka takich "kamyków" składa się na to, że ludzie boją się dzieci z FAS. Z jednej strony ludzie powinni mieć pełne informacje o rozwoju dziecka z FAS i o problemach, jakie mogą się pojawić a to blokuje decyzję. Z drugiej strony trzeba dla nich szukać fajnych rodzin. 


Skala problem FAS wydaje się być bardzo duża.  Rodzi się ich więcej niż dzieci z Zespołem Downa...


Zgadza się. I będzie ich jeszcze więcej. Dawniej ludzie nie mieli świadomości, że istnieje zależność między piciem alkoholu przez kobietę w ciąży a rozwojem płodu, zachęcano nawet kieliszek czerwonego wina „na anemię”. Nie ma w Polsce żadnej profilaktyki FAS. Nie ma profilaktyki prowadzonej wśród dzieci już na etapie szkoły. Młodzież na etapie 7-8 klasy szkoły podstawowej powinna już wiedzieć, jakie skutki może mieć spożywanie alkoholu przez kobietę w ciąży. Kolejny problem to coraz częściej rodzące się dzieci z FAS u kobiet - wysoko funkcjonujących alkoholiczek. To problem, którego nikt nie bada. Pani adwokat, pani doktor, pani nauczycielka jeśli ma problem z alkoholem i zajdzie w ciążę, to będąc w tym stanie, kontynuuje picie. Rodzi się jej dziecko i wszyscy wokół są zdziwieni. Otoczenie zastanawia się, dlaczego to dziecko się nie uczy, dlaczego nie daje rady, kiedy miało być takie zdolne, a nie jest. Przyzwolenie na alkoholizm jest w naszym kraju przeogromne. Ten problem będzie, niestety, istniał, podobnie jak w wielu krajach na świecie. 


Jakie znaczenie ma wiek dla kandydatów na rodziców adopcyjnych ?


Kiedyś mówiono, że dziecko jest małe. Problem wieku jest jednak bardziej „elastyczny” niż stan zdrowia. Gdyż ludziom, którzy zakładają, że chcą tylko małe zdrowe niemowlę, może się to nieco "porozciągać". Bo zamiast jednego małego - adoptują dwoje większych dzieci. Wiek to mniejszy problem. Aczkolwiek są też granice tego wieku. 


Trudną sytuację mają dzieci starsze....


Dzieci starsze z pewnością miałyby większe szanse, gdyby były pojedyncze. Niestety, w wielu przypadkach są to rodzeństwa, i to bardzo liczne. W przypadku dzieci starszych bierze się pod uwagę też to, że niektóre dzieci wcale nie chcą być adoptowane. "Przeganiają" każdą rodzinę, która się nimi interesuje. 


Nie wszystkim potencjalnym rodzicom adopcyjnym udaje się uzyskać kwalifikację...


Odkąd zmieniły się przepisy, a więc odkąd do rodzin zastępczych trafiają maleństwa, często próbuje się tę drogę obejść. Rodzice kwalifikują się wiec jako rodzina zastępcza, a potem na przestrzeni kilku lat zmieniają ten status na rodzinę adopcyjną. Zdajemy sobie sprawę z tego, że pójście do OA jest dla ludzi niezwykle stresujące. Nie chciałabym jednak, by wyobrażenie ludzi o ośrodkach adopcyjnych było bliskie scenie z filmu "Tato" z Bogusławem Lindą, gdzie na ekranie widzimy dwie nieczułe, okropne "baby" z takiego ośrodka. Ten obraz jest jednak wciąż obecny w ludzkich głowach. Tak niestety czasami bywa, że ludzie w ośrodkach mogą stać się bardziej "papiescy" niż sam papież. Ale pamiętajmy też, że do tych ośrodków przychodzą czasami naprawdę nieodpowiedni ludzie. 


........I ktoś musi ich odsiać.........


I wtedy tacy ludzie wypisują różne straszne historie w Internecie o "strasznych babach" w ośrodkach. Pamiętam dwie szczególne sytuacje, związane z osobami z tzw. "wyższej półki społecznej", których nie zakwalifikowaliśmy do adopcji z powodu ich osobowości. Mieli wszystko: pracę, wykształcenie, karierę, nieruchomości. Pojechali gdzieś indziej, gdzie załatwili sobie kwalifikację, przywieźli dzieci. Niestety, skutki obu tych historii są bardzo smutne. Trzeba więc wziąć jakąś "średnią" pomiędzy tą "straszną babą" z ośrodka adopcyjnego a tymi ludźmi, którzy nie do końca nadają się na rodziców. Nigdzie nie jest napisane, że wszyscy muszą mieć dzieci. 





Dziękuję serdecznie za rozmowę.






Dorota Dominik - Dyrektor Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Rzeszowie w latach 1994-2011. Pedagog, pedagog leczniczy, mediator, biegły sądowy d.s. rodzinnych i opiekuńczych. Absolwentka studiów podyplomowych: Organizacja i zarządzanie w oświacie, Organizacja w pomocy społecznej, Public Relations, Zarządzanie Personelem, Psychologia sądowa. Jako trener i wykładowca od kilkunastu lat prowadzi szkoleniach z zakresu: piecza zastępcza, adopcja, mediacje, kryzys rodziny, problemy wychowawcze w oświacie, konflikty. Jest autorką licznych programów, projektów edukacyjnych i publikacji dotyczących pieczy zastępczej oraz ekspertem i członkiem honorowym Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz Bocian". Aktualnie pełni funkcję Dyrektora Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Rzeszowie.