Wesprzyj fundację
0
0

Tylko dla dorosłych. Cz.2.

Tylko dla dorosłych. Cz.2.

Tylko dla dorosłych. Cz.2.

"Z nami nikt o tym nie rozmawiał i było dobrze" - twierdzą mężczyźni i kobiety w wieku emerytalnym, którym taka przeszłość nie przeszkodziła w budowaniu życia małżeńskiego - także w sypialni. Coś, co kiedyś było normą, a rytuały przejścia i oczekiwanie na inicjację seksualną były naturalną częścią życia, odchodzą dziś do lamusa. Postęp cywilizacyjny, media, Internet i nie zawsze korzystne zmiany, stawiają kolejne pokolenia przed trudnymi wyzwaniami. W obliczu zagrożeń, które coraz częściej dotykają dzieci i młodzież, edukacja seksualna staje się więc koniecznością. Na szczęście, może być dobra. O tym, jak to rozumieć, rozmawiamy z Magdą Kleczyńską - doradcą rodzinnym i psychologicznym. Zapraszamy na drugą część wywiadu.


Zobaczenie tego od strony aktorów tych produkcji mocno zmienia perspektywę...


Wszystko wydaje się piękne i ładne, dopóki to nie dotyczy mnie samego. Dopóki nie pomyślę sobie: a co, gdyby była tam moja mama ? Gdyby to była moja siostra ? A gdyby to była moja córka ? Albo mój syn, brat... Co by było, gdybym ja tam zobaczył swojego ojca ? Wtedy otwierają ci się oczy na to, że to tam się dzieją dramaty. Istnieje wiele wypowiedzi, kiedy ci aktorzy porno mówią wprost, że oni nie są w stanie robić tego na trzeźwo. Wszyscy są nafaszerowani jakimiś podejrzanymi środkami, bo jedną scenę nagrywa się nieraz przez długie godziny. To się odgrywa bez przerwy. Ci ludzie są psychicznie zmaltretowani. Nikt zdrowy by tego nie wytrzymał.


Czy można jakoś walczyć z pornografią lub ograniczyć jej wpływ na ludzi ?


My traktujemy pornografię jako coś naturalnego, co się zagnieździło w naszym świecie. Ale to jest rak, który atakuje nasze społeczeństwo. Nie widzimy tego, a jednocześnie żyjemy z tym rakiem.

Uważam, że genialną robotę robi Stowarzyszenie Twoja Sprawa. To ludzie, których warto zapraszać do szkół, by mogli opowiedzieć rodzicom, co oglądają ich dzieci. To są ludzie, którzy gromadzą badania naukowe, u nich na stronie jest bardzo dużo informacji na temat tego, jak pornografia oddziałuje na mózg.


W jaki sposób pornografia oddziałuje na mózg ?


Ludzie, którzy nałogowo oglądają pornografię, nie są w stanie budować trwałych relacji. Nie są w stanie stworzyć związku, który będzie silny, przepełniony miłością, dlatego, że ich ośrodek empatii jest maleńki.  Z kolei ośrodek kary i nagrody w mózgu cały czas otrzymuje "strzały" neuroprzekaźnikowe. Tak jak u ludzi uzależnionych - użytkownicy pornografii muszą być "napompowani" dopaminą przez cały czas. A ta ilość dopaminy, która jest wyrzucana do naszego mózgu w trakcie oglądania pornografii, działa tak samo jak amfetamina. Dokładnie to samo dzieje się z naszymi dziećmi - za przyzwoleniem rodziców, którzy gdzieś tam o tym wiedzą, ale nie traktują tego poważnie. "Przecież my też oglądaliśmy" - mówią. 

Dawniej, w poprzednim pokoleniu, by zdobyć pornografię, trzeba było się postarać, nachodzić. Pojawiał się wstyd, bo trzeba było spojrzeć w twarz sprzedawczyni w kiosku. Teraz dostęp do pornografii jest praktycznie nieograniczony.


...A to dopiero początek....


Tak. Bo potem zaczyna się kombinowanie. Najpierw jest kobieta i mężczyzna. Po jakimś czasie to przestaje wystarczać. To naturalny odruch naszego mózgu. Gdy dany bodziec "zdaniem" naszego mózgu staje się za słaby, szukamy mocniejszego bodźca. Tak jak z narkotykami - zaczyna się od miękkich, by w końcu przejść do twardych. Następuje pewnego rodzaju wypalenie i poszukiwanie pobudzenia nowym bodźcem. Oglądający przechodzi do filmów, gdzie znajdzie brutalność, gwałty, potem pojawią się bodźce homoseksualne, aż w końcu pojawi się też pedofilia. Nie wystarcza już normalny seks - przy takim, dana osoba już nawet nie jest w stanie osiągnąć podniecenia seksualnego. 

W następstwie pornografii wielu mężczyzn staje się impotentami. Są tak wyeksploatowani, że widok normalnej, zdrowej kobiety nie robi na nich żadnego seksualnego wrażenia. 


A może być jeszcze gorzej ?


Są też przypadki jeszcze bardziej dramatyczne. Takie jak przypadek Teda Bundy'ego. To mężczyzna, który został stracony na krześle elektrycznym w USA. Kiedy nawrócił się w więzieniu, opowiedział swoją historię. W trakcie swojego życia zabił bardzo wiele kobiet na tle seksualnym - gwałcił je i zabijał. Był wyspecjalizowanym mordercą, który zabijał z zimna krwią. Jego historia zaczyna się od momentu, gdy jako młody chłopak znajduje na śmietniku wyrzuconą gazetę pornograficzną. Zaczął ją oglądać i wciągnął się całkowicie. Predyspozycje mózgu ludzkiego są takie, że uzależnić się od czegoś można bardzo szybko. Tak było w jego przypadku. W jego następstwie szukał pornografii wszędzie, gdzie tylko się dało, pozyskiwał filmy i gazety. W pewnym momencie przestało mu to wystarczać, potrzebował większej adrenaliny. Aż doszło do tego, że był zdolny do podniecenia wyłącznie wtedy, gdy zabijał kobietę. Zabił w sumie kilkanaście kobiet. Pod koniec swojego życia, gdy był już bliski krzesła elektrycznego, w szczerej rozmowie przyznał, że wszystkiemu temu, co zrobił winna była pornografia. Przez znalezieniem gazety na śmietniku, Ted Bundy był zwykłym, normalnym chłopakiem. W efekcie uzależnienia stał się potworem. To była dla niego ekstremalna siła, totalne uzależnienie. Jak u alkoholika, który za butelkę wódki będzie gotów umożliwić pedofilowi wykorzystanie swojego dziecka. 


Jedni się uzależnią i w ekstremalnych sytuacjach skończą jak Ted Bundy, inni będą mieli mniejsze zaburzenia. Czy poza dostępem do pornografii możemy mówić o jakichś predyspozycjach człowieka do takich drastycznych finałów ?


To jest bardzo trudny temat. To taki sam problem jak zastanawianie się nad tym,  skąd się bierze alkoholik. Jeden się uzależni i będzie alkoholikiem, inny nie. Oczywiście, istnieją czynniki genetyczne, skłonność do uzależnień, historia rodzinna - to wszystko zwiększa prawdopodobieństwo problemu. Nie ma jednak czegoś takiego, że ktoś ma gwarancję tego, że będziesz uzależniony lub nie. Ale mimo wszystko jest to szkodliwe dla każdego człowieka. Dla człowieka uzależnionego może się to nawet skończyć jego śmiercią albo tym, że pozbawi życia innego człowieka. 

Szkoda dotknie też tego, co się nie uzależni. Bo zniszczy jego poczucie relacji, więzi. Taki człowiek w trakcie seksu widzi obrazy i sceny z filmów pornograficznych. Będzie chciał je odgrywać ze swoją żoną, czy partnerką. Dla mnie osobiście największe niebezpieczeństwo wiąże się właśnie z tym. Bo w takim momencie pozbawiamy się na własne życzenie prawdziwej, głębokiej szczerej miłości i relacji, budując więź na sztucznie wyimaginowanych obrazach, które nie są prawdziwe. Oczekujemy potem seksu, jaki widzimy na ekranach, kiedy seks w rzeczywistości wygląda całkiem inaczej. Cudowny, najpiękniejszy stosunek seksualny między małżonkami jest wtedy, kiedy się oni kochają. Miłość jest tak naprawdę tym, co daje największą satysfakcję seksualną. Nie "zabawki", używki, filmy. To jest jakaś pikanteria, którą można czasem dorzucić. Ale nigdy nie można uczynić z tego celu, sensu. W tym wszystkim nie może kryć się tajemnica udanego życia seksualnego. Wspólne odgrywanie scen z filmu porno nie da nam poczucia miłości. Kończy się to tylko na satysfakcji z przyjemności, z orgazmu. Nie ma tu nic więcej. Na pewno takie doświadczenie nie zbudowało miłości ani poczucia jedności. Poczucia więzi - także nie. Gdy dzieje się to między dwojgiem ludzi, którzy wiedzą, że mogą liczyć na siebie w każdej sferze życia, są sobie wierni, skoczyliby za sobą w ogień, będą ze sobą do końca, wspólnie wychowują dzieci - to jest to zupełnie inny poziom. To tak, jak by opowiadać głodnemu, co to znaczy być sytym. On jest cały czas głodny więc tego nie zrozumie. Trudno w dzisiejszych czasach mówić o zdrowej seksualności. Część osób ma ją zaburzoną właśnie przez pornografię.


To jest właśnie cała istota sprawy - mądrość, jaką chcielibyśmy przekazać swoim dzieciom. Ale one znajdują się na tej karuzeli popkultury, Internetu, influencerów, mają łatwy dostęp do pornografii. Jak więc sprawić w tych trudnych okolicznościach, by one chciały żyć w czystości ?


Przede wszystkim nie zmuszać ich - to po pierwsze. Po drugie - dawać przykład. Trzecia sprawa to ta, abyśmy sami zrozumieli, czym jest czystość. My dość często postrzegamy czystość jako takie "kościółkowe gadanie". Albo kojarzy nam się z takim trzymaniem na krótkiej smyczy, oby do ślubu - wtedy jak już to puszczę, to już mogę wszystko. Czystość zaczyna się w sercu. To inaczej przejrzystość naszych myśli, działań. Bardzo podoba mi się przeniesienie słowa "czystość" na "przejrzystość". W każdym obszarze naszego życia niezbędna jest przejrzystość. Jeśli masz przejrzyste intencje wobec drugiego człowieka, jeśli twoje działania są przejrzyste - to o to chodzi. By zrozumieć, że ta czystość nie dotyczy tylko sfery seksualnej. Zaczyna się bowiem od naszego serca. To jest taka postawa, która mówi nam, na ile jesteśmy szczerzy, uczciwi. A także o tym, kim jesteśmy, na ile potrafimy być prawdziwi w tym, co robimy. Czystość jest też otwartością na innych ludzi. To jest przejrzystość naszych motywacji i potrzeb. To też ujawnienie tego, co jest w nas trudne. Bez manipulacji faktami ani innymi ludźmi na przykład poprzez ich przedmiotowe traktowanie, patrzenie na nich z góry. Bez manipulacji informacjami na temat mnie samego. I tu się właśnie zaczyna czystość. Jeśli w swoim sercu masz taką postawę, to jeśli przeniesiesz te postawę czystości na seksualność, na płciowość, to wiesz już, jak to powinno "grać". Przeżywanie mojej kobiecości, twojej męskości w takiej szczerości, prostocie, w przejrzystości twoich motywacji, łączy się z tym, by nikogo nie uprzedmiotawiać, nie traktować go jak używki. By nie traktować go jako sposobu na zaspokojenie mojej własnej chwilowej przyjemności. Widzisz, że ta sfera seksualna wymaga szacunku. Że ja też w tej sferze chcę żyć w prawdzie. 


Co to znaczy żyć w prawdzie ze swoją seksualnością ?


To znaczy, że mam czyste intencje wobec drugiego człowieka. Na zasadzie: ty mi się bardzo podobasz ale ja na ten moment nie chcę ci obiecywać, że daję ci wszystko z siebie. Seks przed ślubem to komunikat - daję ci wszystko, co mam. No bo co więcej mogę dać ? Nasze ciało mówi pewną rzecz, ale nasze słowa tego nie mówią. A więc kłamię. Nie jestem w tym momencie spójnym człowiekiem, nie żyję w prawdzie i szczerości. Moje ciało mówi coś innego niż moje deklaracje. Ja nie zadeklarowałam, że do końca życia chcę być tylko twoja lub twój, ale już teraz  daje ci swoje ciało... Czyli moje ciało jest mniej ważne niż moje słowa ? Zaczyna się dwulicowość, moje słowa i intencje rozmijają się z tym, co naprawdę chcę budować z tym drugim człowiekiem. Nie biorę też pełnej odpowiedzialności za swoje czyny. Bo jak mam wziąć odpowiedzialność, jeśli nie zadeklarowałem, że do końca życia chcę być z tym człowiekiem ? A co jeśli pocznie się dziecko, co zdarza się bardzo często ? Wtedy ludzie mówią: "I co ja teraz zrobię ?" Tak, jak by nie wiedzieli, że z aktu seksualnego może począć się dziecko. 


Co zrobić, by w zdrowy sposób postrzegać swoją seksualność ?


Jeśli żyjemy z czystym sercem, to też akceptujemy tę naszą seksualność. Cieszymy się nią, potrafimy przeżywać ją w radości. Jest ona dla nas darem, przygodą, fascynuje nas. Ale jeśli nasze serce jest mocno ściśnięte tą wstrzemięźliwością - i tylko to jest ważne - to wtedy się uwsteczniamy i robimy z niej coś, do czego lepiej nie podchodzić. Lub idziemy w przeciwnym kierunku, gdzie nasze serce jest zniszczone przez nieczystość - te zniszczenia przenosimy  na naszą seksualność. Ona wówczas karłowacieje, robi się z niej tylko sport, było przyjemnie. Nie jest tak, że funkcjonujemy bez przerwy w tych dwóch skrajnościach. Jednak osoby z każdej z tych grup - dosłownie każda jedna z nich - chciałaby przeżyć fascynujący, pełen miłości, szczerości, celebrujący miłość małżeńską seks.  Myślę, że dla każdego jest to coś, co chciałby przeżyć w swoim życiu. Nie osiągniemy tego ani jedną, ani drugą drogą. Musimy stanąć w prawdzie ze świadomością tego, kim jesteśmy, w odkrywaniu swojej kobiecości i męskości na drodze wielu rozmów na ten temat, ucząc się. To jest droga. Ktoś sobie powie: "Wstępuję do Ruchu Czystych Serc". I już jestem, daję radę, wszystko załatwione bo się zapisałem. Gdy miałam 17 lat to tak właśnie o tym myślałam. Okazało się, że ta droga dopiero się zaczyna. Że wymaga ona wiele trudu ale cała ta droga jest niesamowitą przygodą.


Na czym polega ta przygoda w RCS ?


Tu nie chodzi o walkę, która się toczy - nie mówię, że nie. Sensem nie jest wygrana stoczona bitwa i ulga. Sensem jest cała droga. To trochę tak, jak wyprawa w góry. Celem jest zobaczenie świata ze szczytu. Bo tam znajduje się coś niesamowitego. Ale to, że idziesz przez las, który pachnie, usłyszysz śpiew ptaków, że przez te drzewa prześwitują piękne widoki, znajdziesz jakiegoś grzyba - chodzi o to, że jest trud, pocisz się i idziesz pod górę, ale są fajne momenty. I jak dochodzisz do szczytu, to mówisz: "To jest genialne !" Są ludzie, którzy idą tą drogą i przez całą wędrówkę mają zamknięte oczy i myślą o tym: "Boże, jak ciężko, nie wytrzymam ! Nienawidzę tej drogi." To są ci, którzy maja tę wstrzemięźliwość uwięzioną na smyczy i nie widzą, że sama droga jest piękna. 

Wszyscy w RCS zaczynamy tę drogę z zamkniętymi oczami. Celem przewodników duchowych, księży i tych, co edukują jest to, by wędrowcom otworzyć oczy. Chodzi o to, by pokazać im, że sama droga jest piękna. Oni bardzo chcą. Mają marzenia i widzą szczyt. Ale jeszcze nie mają pojęcia o tym, że czeka ich droga pełna przygód. Nie jest ona tylko radością i przyjemnością, ale nie jest też samym trudem. Młodzi (16-30 lat) przychodzą do nas i mówią: "Ja chcę iść na szczyt". A naszym celem jest pokazanie im: "Otwórz oczy i ciesz się drogą". Niektórzy odkrywają to sami. 


Kiedy oni otwierają te oczy ? Co musi się wydarzyć ?


Bardzo często dzieje się to po prostu w kontakcie z Panem Bogiem. W momencie, gdy oni łapią prawdziwą relację z Jezusem Chrystusem. Kiedy oczyszcza się ich serce. Kiedy wbrew pozorom nie zmienia się ich stosunek do seksualności, ale stosunek do innych ludzi, do przyjaźni, do życia, do rodziców, prawdy. Do siebie samego. Kiedy zaczynają kochać siebie samych. Seksualność jest elementem wtórnym, który pojawia się jako zdrowy. To trochę jak ze smogiem. Ludzie, którzy żyją w smogu - nie widzą. W kontakcie z Jezusem, w szczerej przyjaźni z innymi ludźmi, wraz z miłością i serdecznością, oczyszcza się atmosfera. Serca zaczyna bić w czystym powietrzu i widzi więcej. Wtedy młodzi to zauważają i mówią: WOW ! Czyli ta czystość to jest coś więcej. Seks może być fajny. To serce zaczyna bić. Tu się dzieje ta przemiana. Nie ma czystości seksualnej jeśli nie ma czystego serca. Inaczej mówimy tylko o samej wstrzemięźliwości, możemy sobie założyć pierścionek na rękę i ślubować: "Do ślubu nie będę uprawiać seksu." Tylko że ludzie często zamieniają to sobie na inne rzeczy  - seks w pełni to nie, ale petting czy masturbacja już tak. Chodzi o zmianę postrzegania naszej seksualności. 


Ale mamy do czynienia z młodymi ludźmi, którzy po ludzku są słabi. Hormony robią swoje. Mają prawo zbłądzić....


I tu jest bardzo ważna kwestia. Nie skupiajmy się nad tym, że to jest pierwszy i najgorszy grzech na świecie. Nie możemy dopuścić, by nadmierne poczucie winy położyło się cieniem na naszym życiu seksualnym. Miałam kiedyś w gabinecie chłopaka, który prowadził zeszyt, w którym zapisywał swoje wpadki - kiedy, o której godzinie "TO" się wydarzyło, ile razy. To była całkowita fiksacja na tym obszarze. Powiedziałam mu: "Chłopie, wyrzuć ten zeszyt ! Tu kompletnie nie o to chodzi. Chodzi o to, co ty masz w głowie." Przypomina mi się anegdota o dwóch mnichach, którzy zobaczyli nad rzeką płaczącą kobietę. Zapytali ją, dlaczego płacze. "Moja matka umiera, a woda w rzece podniosła się tak wysoko, że nie jestem w stanie przejść na drugą stronę, tam, gdzie jest mój dom. Most został zerwany, próbowałam wejść dwa razy ale wiem, że nurt mnie porwie. Może któryś z was mi pomoże ?" - odpowiedziała. Młodszy z mężczyzn odparł na to: Ale my mamy śluby czystości, nie możemy nosić kobiet na swoich plecach. Ona płacze dalej z nadzieją, że ktoś inny jej pomoże. Gdy młodszy ruszył w drogę, starszy wziął kobietę na plecy i przeniósł ją przez rzekę, a potem dołączył do młodszego. Mniej więcej po dwudziestu kilometrach, kiedy tak szli w milczeniu, młodszy zwrócił się do starszego: "Ojcze, przecież ty znasz nasze śluby czystości, posłuszeństwa, ubóstwa... Dlaczego wziąłeś tę kobietę na plecy i ją przeniosłeś ?" Starszy odpowiedział: "Ja ją przeniosłem i postawiłem. A ty niesiesz ją już całe dwadzieścia kilometrów." To jest to. Może coś się stało. Ale potraktujmy to jako coś, z czego mogę wyciągnąć jakieś dobro, lekcję. Jako coś, co w danej chwili nam się jakoś nie udało ale nie róbmy z tego przedmiotu naszej fiksacji. Nie róbmy z tego bagażu, dramatu. Trzeba być wyrozumiałym dla siebie samego. Potraktować to jako niezbędny element nauki. Jeśli odkryje się takie sytuacje u dzieci, to nie należy ich tym zadręczać, ale porozmawiać o tym na zasadzie ile dobra może  z tego wyniknąć. Zobacz, jak walczysz. Zobacz, dokąd idziesz. Idziesz na szczyt. Nie zatrzymuj się tutaj. Jeśli rozbijesz obóz tu, w tym lesie, gdzie dopiero zacząłeś drogę, to nigdy nie zobaczysz tego, do czego jesteś zdolny jako człowiek. Dojdziesz na szczyt. Inaczej będziesz myślał, że tu jest najfajniej na świecie. Ilu ludzi ma rozbite namioty pod szczytem góry. Siedzą, imprezują myśląc, że tu jest największa frajda. Nie mają pojęcia, że na szczycie czeka ich taka przygoda, że głowa mała....



Dziękuję ci serdecznie za rozmowę.




Rozmawiała: Iwona Duszyńska



Magdalena Kleczyńska -  specjalista interwencji kryzysowej, doradca rodzinny i psychologiczny z 12-letnim doświadczeniem pracy. Na co dzień związana z Katolicką Poradnią Rodzinną w Bochni. Od 19 lat działa w Ruchu Czystych Serc, gdzie prowadzi regularne wykłady i konferencje na temat budowania więzi. Autorka książki „Obdarowani sobą. Sztuka budowania więzi”. Prywatnie od 12 lat żona Darka, mama 3 dzieci: 10-letniej Emilki, 6-letniego Stasia i 4-letniej Karolinki. W wolnych chwilach uczy się, studiuje, czyta i rozmawia z przyjaciółmi. Lubi długie spacery po lesie, medytację i kontakt z naturą, ćwiczenia fizyczne, a zwłaszcza bieganie. Interesuje się szczególnie budowaniem i wzmacnianiem więzi w małżeństwach. Nie może żyć bez kontaktu z Jezusem, ukochaną rodziną, no i bez kawy.


Kontakt do Magdy:

Tel. 793-062-007