Wesprzyj fundację
0
0

Wolontar-JA-TY

Wolontar-JA-TY

Wolontar-JA-TY

- Nie wiem, gdzie bym dziś była, gdyby nie wolontariat. Pewnie stałabym  miejscu. - Stwierdza Ewelina, która w pomoc innym angażuje się od kilku lat i długo może opowiadać o tym, w jaki sposób wolontariat zmienił jej życie. Z ogólnopolskich badań Stowarzyszenia Klon/Jawor z 2008 roku wynika, że w roku 2008 jedynie 11,3%, czyli blisko 4 mln dorosłych Polaków było wolontariuszami. Według badań GUS w 2016 roku, odsetek Polaków świadczących bezinteresowną i nieodpłatną pomoc na rzecz innych wynosił już co najmniej 26,7%. Czym tak naprawdę jest i komu służy wolontariat ?


Według definicji wolontariat (łac. voluntariusdobrowolny)  to "dobrowolna, bezpłatna, świadoma praca na rzecz innych osób lub całego społeczeństwa, wykraczająca poza związki rodzinno-koleżeńsko-przyjacielskie.", a "wolontariuszem jest ten, kto dobrowolnie i świadomie oraz bez wynagrodzenia angażuje się w pracę na rzecz osób, organizacji pozarządowych, a także rozmaitych instytucji działających w różnych obszarach społecznych." 
Do grupy najaktywniej działającej w ramach różnych form wolontariatu należą osoby młode w wieku od 15 do 24 lat (44,9%). Drugą najbardziej  zaangażowaną w wolontariat grupą były osoby w wieku od 35 do 44 lat (40,7%). To właśnie do tej grupy należy Ewelina. 


Wyjście ze strefy komfortu



- Od wielu lat byłam pełnoetatową mamą. - wspomina Ewelina. - Brakowało mi poczucia sprawczości, rozwoju zawodowego. Jednocześnie zawsze bardzo chętnie pomagałam, angażowałam się w jakieś lokalne inicjatywy. Ale pragnęłam zrobić coś więcej. Mimo tego, że sama byłam w bardzo trudnej sytuacji materialne, życiowej (miałam maleńkie dzieci, którymi potencjalnie nie miał się kto zająć w czasie moich wyjść z domu na rzecz wolontariatu), to zgłosiłam się do Szlachetnej Paczki. Bałam się, czy dam sobie radę, ale jakiś wewnętrzny głos mówił mi: " Spróbuj, dasz radę". I tak się zaczęło.



Chęć zdobycia nowych umiejętności oraz doświadczeń zawodowych i życiowych to jedna z kluczowych motywacji, jakimi kierują się przyszli wolontariusze. Jednak do najważniejszych potrzeb stojących u podstaw decyzji o zaangażowaniu się w wolontariat stoją chęć zrobienia czegoś dobrego, pożytecznego i chęć bycia potrzebnym. Nowe znajomości, jakie pojawiają się przy tej okazji są dodatkowym "bonusem".



Ich Nowy Dom



Kamila należy do tych osób, których życie nie rozpieszczało. Trudne dzieciństwo w alkoholowym domu, a po ślubie narodziny Krzysia, który okazał się być ciężko chory, co skazało Kamilę na całodobową opiekę nad nim praktycznie na całe życie. - To był najgorszy czas w moim życiu - wspomina. - Dodatkowo mieszkaliśmy w starym domu, w którym nie było ogrzewania, ciepłej wody, łazienki. Było dokładnie tak, jak w programie telewizyjnym "Nasz Nowy Dom". Wówczas znaleźli się dobrzy ludzie, którzy nagłośnili naszą historię w mediach, zorganizowali zbiórkę na dom dla nas i dla Krzysia. Mam więc olbrzymi dług wdzięczności za to otrzymane dobro.  


Chęć spłacenia dobra, które kiedyś od kogoś się otrzymało to jedna z częstych motywacji udziału w wolontariacie. Dlatego Kamila od kilku lat jest wolontariuszką Szlachetnej Paczki. Choć musi być przy Krzysiu 24h, udaje jej się organizować pomoc przez telefon, a gdy konieczne jest wizytowanie rodzin, w pomoc Kamili przy Krzysiu angażuje się rodzina. - Staram się nie narzekać - deklaruje Kamila. - Widziałam już tak wiele rodzin w potrzebie, że zobaczyłam, że ja sama wcale nie mam tak źle...



Powrót na rynek pracy



Decydując się na pomaganie innym, Ewelina nie miała pojęcia, dokąd ją to zaprowadzi. - Satysfakcja, poczucie sprawczości czy poznanie innych ludzi to był dopiero początek - relacjonuje. - Okazało się, że zyskałam też nowe, konkretne umiejętności, które po latach pozwoliły mi wraz z odkurzeniem dyplomu socjologii, powrócić na rynek pracy. Podejmując się wolontariatu, kierowałam się całkiem innymi potrzebami niż te, które w rezultacie dzięki wolontariatowi udało mi się zaspokoić. Dziś pracuję na rzecz rodzin w potrzebie przy organizowaniu różnych form pomocy w jednej z organizacji pozarządowych. Praca to moja pasja. 


Mając na uwadze statystyki GUS, takie "odkurzanie dyplomu" nie musi być zaskoczeniem. Im wyższy bowiem poziom wykształcenia Polaków, tym większa  część osób angażuje się w wolontariat, zarówno ten świadczony indywidualnie, jak i w ramach organizacji. 



Tata - twardziel



Tomek ma 23 lata i studiuje informatykę. Zawsze miał ten komfort, że nigdy niczego mu nie brakowało, ani w sensie materialnym, ani uczuciowym. 
- Pamiętam, gdy mój Tata postanowił włączyć się w pomoc w hospicjum dla dzieci. Gdy o tym usłyszałem, byłem przerażony. Kontakt ze śmiercią chorych dzieci to musi być coś strasznego. Ale mój tata naprawdę zaangażował się w tę pracę. Podziwiałem go za odwagę i widziałem, jak bardzo się zmienia, iloma sprawami przestał się martwić. Zyskałem "nowego" tatę choć dostrzegałem czasami, że mocno to wszystko przeżywa. W końcu odważyłem się i ja. Szczerze, to długo nie wytrzymałem. Ale będąc te chwilę w hospicjum przekonałem się, jakim twardzielem jest mój tata. I bardzo doceniłem życie "tu i teraz", to, że jestem zdrowy. Że kochać trzeba "JUŻ", spełniać marzenia, bo może nie być więcej  żadnego "potem".


Tor przeszkód



- Wydawało mi się, że moje problemy są duże - opowiada Ewelina. - Ale gdy weszłam do mieszkania mojej podopiecznej i poznałam jej historię, to zrobiło mi się głupio. Jowita (podopieczna przyp.red.) cierpiała na rdzeniowy zanik mięśni, miała sprawną tylko jedną, prawa dłoń, za pomocą której pracowała zdalnie na komputerze. Samodzielnie spłacała kredyt na mieszkanie, w którym mieszkała. Najbardziej cieszyło ją to, że w efekcie rehabilitacji może przekręcić się na drugi bok... Nigdy wcześniej nie spotkałam osoby o takiej woli walki o swoją sprawność, niezależność. Te przeszkody do uzyskania mojej osobistej życiowej niezależności stały się nagle mikroskopijnej wielkości. Ten wstyd przed samą sobą był mi bardzo potrzebny, bo pozwolił mi zobaczyć, że ja tak naprawdę nie ma żadnych ograniczeń by rozwijać swoje własne życie...



Love story



Wolontariat w życiu Wojtka zdarzył się przypadkiem. Albo przynajmniej tak mogłoby się wydawać...

- Mój brat powiedział mi, że "jest akcja" jego kolegów i koleżanek. Chodziło o to, że trzeba było wyremontować pokoik młodej kobiecie w ciąży, która nie miała nikogo, partner ją zostawił, sama była z domu dziecka. Byłem wówczas 2 lata po bardzo trudnym rozwodzie. Moja była żona "przyprawiła mi rogi", a że bardzo byłem w niej zakochany, to długo nie umiałem się z tego podźwignąć. Brat wyciągnął mnie na tę "akcję" niemal na siłę. W ten sposób poznałem Agnieszkę. Razem z całą ekipą wymalowaliśmy jej ten wynajmowany pokój, wstawiliśmy meble z olx'a. Zaczęło się od malowania, później zacząłem jej pomagać w drobnych sprawach. Zawoziłem do lekarza, na zakupy, przykręcałem wystający kontakt. Aż w końcu coś zaiskrzyło. Dziś jesteśmy razem, z tą różnicą, że kilka miesięcy temu urodziła się Amelka. Niedawno oświadczyłem się Agnieszce, a ona się zgodziła. Zawsze pragnąłem mieć rodzinę, ciepły dom. I nie wiem, czy to by się kiedykolwiek zdarzyło, gdyby nie "akcja" kolegów brata...



Godność i cierpienie



Brak możliwości zaspokojenia tak podstawowych potrzeb jak ciepło w domu, woda w kranie czy brak grzyba w mieszkaniu, to sytuacje, która urągają ludzkiej godności. Tak przynajmniej zawsze zdawało się Ewelinie.

- Kiedy odwiedzałam swoich podopiecznych i widziałam te niekiedy ekstremalnie ciężkie warunki, w jakich żyją, byłam przerażona. Ale było coś, co mnie urzekało i niepokoiło jednocześnie. Oni bardzo często mieli dumnie podniesioną głowę, często twierdzili, że nic im nie potrzeba. Że sobie poradzą, a może ktoś inny ma gorzej i jest bardziej potrzebujący. Potrafili godnie znosić swój niedostatek. Ale było też tak, że podczas jednej z wizyt spytałam pewną panią o to, w jakim kolorze ma być bluzka, którą by chciała otrzymać, a ona na to, że nie wie. Bo nikt nigdy jej wcześniej o to nie pytał... To było dla mnie coś kompletnie zaskakującego: mieć tak głęboko zakorzenione poczucie braku prawa do własnych potrzeb i tak prostych wyborów. Trochę trwało, by tę panią przekonać, że ma prawo wybrać, ma prawo lubić jakiś kolor bardziej niż inny... Wolontariat niesie też ze sobą takie wyzwania...



Oczekiwanie wdzięczności



Istnieje pewna grupa osób pracujących na rzecz innych, która ma niesłuszne oczekiwanie wdzięczności za swoje działania. - Jeśli ktoś tak ma, to to nie jest wolontariat, bo to nie jest bezinteresowne dawanie  - Kamila nie przebiera w słowach, gdyż na swojej drodze spotkała wielu różnych wolontariuszy oraz podopiecznych. - Jeśli ktoś organizuje potrzebującej rodzinie Szlachetną Paczkę, to musi liczyć się w tym, że jej członkowie mogą różnie zareagować na otrzymane podarunki. To nie jest zawsze tak, że rodzina będzie radosna, wzruszona i wdzięczna. Trzeba pamiętać, że wolontariusz przyjeżdżający z paczkami wartości często nawet sięgającymi 20 tys. zł., to dla takiej rodziny coś, na co nie jest gotowa, czego nigdy nie doświadczyła. Poszczególni członkowie rodziny bardzo różnie reagują na te podarunki. Niektórzy bywają zakłopotani, wręcz zawstydzeni. Niejednokrotnie dotyczy to panów, którzy są "głowami rodzin". Paczka konfrontuje ich z ich niemocą, na którą nie mogą nic poradzić. Oczywiście ta pomoc cieszy, ale miesza się też z różnymi przykrymi emocjami podopiecznych. Warto o tym pamiętać.




Choć wolontariat w Polsce wciąż nie jest tak popularnym i oczywistym elementem codziennego życia jak np. w Stanach Zjednoczonych, coroczne akcje tj. WOŚP czy Szlachetna Paczka przyczyniają się znacząco do szerzenia idei wolontariatu.  Wzrost zainteresowania taką formą zaangażowania społecznego ponad dwukrotnie na przestrzeni 8 lat (od 2008 do 2016 roku) powinien cieszyć i stać się inspiracją dla tych, którzy wciąż się wahają. Bo pomaganie innym, poznawanie ich problemów "od środka", a nie  z telewizyjnego reportażu, to także strategia na rozwój własnej samoświadomości, osobistego szczęścia i samorealizacji, bez doświadczenia których trudniej rozumieć siebie i  innych, oraz  zmieniać świat na lepsze...