Wesprzyj fundację
0
0

Wszystko albo nic. Cz.2

Wszystko albo nic. Cz.2

Wszystko albo nic. Cz.2

Droga pogubionego człowieka do Boga przebiega czasami przez niespodziewane sploty zdarzeń. Gdy jednak Najwyższy ma wobec niego bardziej poważne plany niż "tylko zwykłe nawrócenie", żaden scenariusz Jego wezwania i prowadzenia nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem. A mimo tego jest. Przykładem takiej Bożej Rewolucji jest historia ś.p. siostry Clare Crockett. Show z hipnotyzerem w roli głównej, obiecująca kariera w świecie telewizji i filmu, imprezy i alkohol - to tylko niektóre z epizodów, które zawiodły ją do życia zakonnego oraz czynnej służby Panu Bogu i drugiemu człowiekowi. Zachęcamy do lektury drugiej części jej niezwykle poruszającego świadectwa.


Dlaczego ciągle mnie ranisz ?


Kiedy wróciłam do mojego kraju, nadal żyłam jak poprzednio (tak, Panie i Panowie...)" Ale wracam do rzeczy i spraw, które ściągają w dół, przez ciężar mojej nędzy. Jestem ponownie pochłonięta rzeczami, do których się przyzwyczaiłam, i jestem przez nie trzymany" (Święty Augustyn). Jednak nigdy nie mogłam zapomnieć sióstr. Wydawało mi się to absurdalne - oto byłam otoczona ludźmi, chodząca od imprezy do imprezy, bardzo zaangażowana w świat aktorski i nie mogłam przestać myśleć o zakonnicach. Krok po kroku wszystko, o czym myślałem, że mnie uszczęśliwia, przestało mieć sens i doświadczyłam głębokiego uczucia pustki.

Pewnej nocy, kiedy imprezowałem z przyjaciółmi, Pan powiedział do mnie: "Dlaczego wciąż mnie ranisz ?" Zrozumiałam, że przez swój sposób życia i brak reakcji na to, o co Prosił mnie Pan, krzywdziłam siebie, a także raniłam Boga. Dopiero gdy pojechałam do Anglii, aby nagrać film, głęboko doświadczyłam wielkiej dziury, którą miałam w swojej duszy. Pomimo przebywania ze sławnymi ludźmi, jedzenia w drogich restauracjach, przebywania w hotelach wielogwiazdkowych, naprawdę czułam, że mam wszystko w rękach, a jednocześnie byłam biedną, nieszczęśliwą dziewczyną, która nie miała nic. Wszystko, co uznawałam za to, co uczyni mnie szczęśliwą i wolną, tylko mnie wiązało i oszukiwało. Wtedy powiedziałem do Boga: "Wystarczy !" Pokoju, który znalazłam z Tobą, nie mogę znaleźć nigdzie indziej. Muszę zrobić ten krok. I to teraz albo nigdy". Prawdą jest to, co powiedział Święty Bonawentura: Voluntas Dei, pax nostra: Wolą Bożą jest nasz pokój.


Będę zakonnicą !


Myślę, że możecie sobie wyobrazić reakcję wszystkich, kiedy powiedziałam im, że mam powołanie i że chcę zostawić wszystko, aby całkowicie oddać się Panu... "Jesteś szalona !" Zaczął się inny rodzaj "filmu", ale ważne jest to, że wiedziałem – z siłą, która nie pochodziła ode mnie – co muszę zrobić. Wiele lat później, kiedy zobaczył mnie jeden z moich kuzynów, nosiłam już habit i byłam bliski złożenia ślubów. Powiedział: "Clare, znałem cię, zanim zostałaś zakonnicą, a teraz, kiedy cię widzę, mogę tylko powiedzieć, że jesteś szalona lub że Bóg naprawdę istnieje". Księga Izajasza 55.8 mówi: "Albowiem myśli moje nie są myślami waszymi, a drogi wasze nie są drogami moimi, mówi Pan." Bóg wie, co robi. Musimy tylko Mu zaufać.


Szczęśliwie konsekrowana



Szczerze mówiąc, powołanie do życia zakonnego jest tak wielkim darem, że dezorientuje wybraną osobę. Bóg kieruje wzrok na biedną duszę, aby mogła żyć z Nim i w Nim, i w ten sposób pomóc Mu zbawić świat. To naprawdę szaleństwo... Ale to błogosławione szaleństwo ! Bylibyśmy szaleni, gdybyśmy nie odpowiedzieli na to, o co Bóg prosi każdego z nas, ponieważ to, o co On prosi, jest dla nas najlepsze. Zostaliśmy stworzeni dla wielkich rzeczy, a nie dla wygody.

Kończę kilkoma słowami, które papież Benedykt XVI wypowiedział z wielkim zapałem i siłą podczas swojej pierwszej Mszy Świętej jako następca Piotra:
"Czyż nie boimy się w jakiś sposób wszyscy ? Jeśli pozwolimy Chrystusowi w pełni wejść w nasze życie, jeśli całkowicie otworzymy się na Niego, czy nie boimy się, że On może nam coś odebrać ? Czy nie boimy się zrezygnować z czegoś znaczącego, czegoś wyjątkowego, czegoś, co czyni życie tak pięknym ? Czy nie grozi nam zatem, że skończymy pomniejszeni i pozbawieni wolności ? I po raz kolejny Papież [Jan Paweł II] powiedział: Nie ! Jeśli wpuścimy Chrystusa do naszego życia, nie stracimy nic, nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim.

Potwierdzam to. Niech żyje Pan ! Niech żyje Dziewica! Niech żyje Papież! I... niech żyją zakonnice ! Musisz powiedzieć: Niech żyje !



                                                                                                 *                  *                 *


Siostra Klara Maria od Trójcy Świętej i Serca Maryi


Siostra Klara (Clare) urodziła się 14 listopada 1982 roku w Derry w Irlandii Północnej. Wstąpiła do Sióstr Służebnic Domu Matki 11 sierpnia 2001 roku w wieku 18 lat. Pierwsze śluby złożyła 18 lutego 2006 roku przyjmując imię zakonne s. Klara Maria od Trójcy Świętej i Serca Maryi. Śluby wieczyste złożyła 8 września 2010 roku. Od momentu złożenia pierwszych ślubów służyła we wspólnotach Sióstr Służebnic w Belmonte, Cuenca (Hiszpania), Jacksonville na Florydzie (USA), Walencji (Hiszpania), Guayaquil (Ekwador) i Playa Prieta, Manabí (Ekwador). Zmarła podczas trzęsienia ziemi w Playa Prieta 16 kwietnia 2016 roku.

Clare Crockett urodziła się w rodzinie katolickiej. Przyjmowała sakramenty inicjacji chrześcijańskiej, ale jako nastolatka nie chodziła już do Kościoła. W Wielkim Tygodniu roku 2000, w wieku 17 lat, przybyła do Domu Rekolekcyjnego - Domu Matki. Wydawała się zarówno radosna, jak i powierzchowna. Szukała słońca i imprez w Hiszpanii a znalazła się w grupie ludzi, którzy intensywnie świętowali Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie Naszego Pana. Nie tego się spodziewała. Od dzieciństwa zawsze marzyła o zostaniu gwiazdą filmową i pracowała nad osiągnięciem tego marzenia. Wiedziała, że ma do tego wszelkie predyspozycje: wielki talent artystyczny, piękny głos, urodę i zdumiewającą osobowość. W wieku 15 lat została już zakontraktowana na prowadzenie programu dla młodych ludzi na Channel 4 - jeden z największych w Wielkiej Brytanii - a w wieku 17 lat amerykański kanał Nickelodeon złożył jej ofertę pracy.


Pierwsze dni Wielkiego Tygodnia spędziła na kąpielach słonecznych i paleniu papierosów. W Wielki Piątek ktoś powiedział do niej: "Klaro, dziś musisz wejść do kaplicy. Jest Wielki Piątek". Weszła do kaplicy, ale pozostała w ostatniej ławce. Podczas liturgii wielkopiątkowej wierni adorują i całują Krucyfiks. Clare dołączyła do nich. To był prosty gest, ale był to punkt zwrotny w jej życiu. Kiedy nabożeństwo dobiegło końca, pewna siostra zastała ją płaczącą: "Umarł za mnie. On mnie kocha ! Dlaczego nikt mi tego wcześniej nie powiedział ?" Klara zrozumiała, jak bardzo Pan ją kocha i jak wiele dla niej uczynił. Zrozumiała, że "Miłość jest odpłacana tylko przez miłość" i że miłość, o którą Pan ją prosił, oznaczała całkowitą darowiznę.

Nie było jej łatwo zrobić ten krok. Kiedy wróciła do Irlandii, wzięła udział w filmie jako grajac w nim drugoplanową rolę. Ponownie uwikłała się w wir powierzchowności i grzechu, który oferował jej świat kina. Wyraziła się w tych słowach: "Żyłam bardzo źle. Żyłam w grzechu śmiertelnym. Dużo piłam, dużo paliłam, zacząłem zażywać narkotyki. Kontynuowałam dotychczasowe życie z moimi przyjaciółmi, z moim chłopakiem. Nie miałam siły, by zerwać z tymi wszystkimi rzeczami, ponieważ nie prosiłam Pana, aby mi w tym pomógł".

Jednak Pan nalegał... Pewnej nocy, na imprezie, znów przesadziła. Kiedy wymiotowała w łazience, poczuła, że Jezus powiedział do niej: "Dlaczego nadal mnie ranisz ?" Boża obecność była tak silna, że nie mogła jej zignorować. Niedługo potem była w swoim pokoju w ważnym londyńskim hotelu, czytając swój harmonogram nagrywania na następny dzień. Czuła tak wielką pustkę, że zdała sobie sprawę, że jej życie nie ma sensu, jeśli nie odda go Jezusowi Chrystusowi. Ani prośby jej rodziny, ani obietnice jej menedżera nie mogły jej powstrzymać. 11 sierpnia 2001 r. oddała swoje życie Bogu jako kandydatka do Sióstr Służebnic Domu Matki.

Clare musiała zmienić wiele rzeczy w swoim życiu. Wraz z krwawymi walkami o niepodległość Irlandii Północnej od Wielkiej Brytanii, trudna atmosfera w Derry, jej rodzinnym mieście, głęboko zraniła jej serce. Była to pierwsza rana wymagająca wyleczenia. Jednak Klara poddała się ogromnej miłości Jezusa Chrystusa i nic jej nie powstrzymało. Ona sama wyjaśniła: "Na początku kusiło mnie, by spojrzeć wstecz i powiedzieć: "Chcę tego wszystkiego z powrotem". Ale zrozumiałam, że znalazłam jeszcze większą miłość".

Po latach jako kandydatka i nowicjuszka, swoje pierwsze śluby złożyła 18 lutego 2006 roku. Podczas miesięcznych rekolekcji, które odbyła podczas nowicjatu, otrzymała łaskę zrozumienia tego, co Pan powiedział pewnego dnia do Świętej Katarzyny ze Sieny: "Ty jesteś tą, która nie jest, a Ja jestem Tym, który jest". To było coś, co przemieniło ją wewnętrznie i pomogło jej, gdy dojrzewała po ludzku i duchowo, aby wiele darów, którymi została obdarzona, złożyć na służbę Ewangelizacyjną dla Pana.

Kiedy była jeszcze bardzo młoda i miała wiele rzeczy do nauczenia się, przybyła na swoje pierwsze zadanie we wspólnocie w Belmonte, w Cuenca w Hiszpanii. Tam Siostry Służebnice Domu Matki kierują rezydencją dla dziewcząt pochodzących z rodzin przeżywających trudności. To ciężka praca, bo dziewczyny wychodzą z trudnych sytuacji rodzinnych, które boleśnie je naznaczają. Siostra Klara zaczęła okazywać swój szczególny dar docierania do dusz dzieci i młodzieży, ucząc ich prawdy i miłości Pana, prowadząc ich w osobistym procesie leczenia ich wewnętrznych ran. Jej gorliwość o dusze, zwłaszcza młodzieży, była ogromna.

Siostra Clare spędziła w tym domu tylko kilka miesięcy, ponieważ została wysłana do nowej wspólnoty, która miała zostać otwarta w Stanach Zjednoczonych, w Jacksonville na Florydzie, w październiku 2006 roku. Siostry rozpoczęły pracę duszpasterską w Parafii i Szkole Wniebowzięcia NMP. Proboszcz, ks. Fred Parke, wyjaśnia: "Dzieci podchwyciły entuzjazm, jaki s. Klara miała dla Eucharystii. Była przepełniona entuzjazmem dla Pana. Kiedy już z nią byłeś, wiedziałeś, że musisz odebrać ten sam entuzjazm. To było takie zaraźliwe".

8 września 2010 r. siostra Clare wróciła ze Stanów Zjednoczonych do Hiszpanii, aby złożyć śluby wieczyste.

Następnie została wysłana do wspólnoty, którą Siostry Służebnice Domu Matki otwierały w Walencji w Hiszpanii. Jej przełożona, s. Isabel Cuesta, wspomina: "S. Clare właśnie złożyła śluby wieczyste. Oddała się całkowicie Panu i uczyniła to ze wszystkich sił. Istnieje taki przykład, którego siostra Klara często używała, co pomogło jej oddać swoje życie w ręce Boga. Był to przykład "czeku in blanco". Każdego dnia dawała Panu czek in blanco, aby mógł prosić ją o wszystko, co chce". W Walencji głównym apostolatem s. Klary było zaspokajanie potrzeb duchowych nieuleczalnie chorych pacjentów w szpitalu w Mislata. Było to trudne apostolstwo i wymagało ciągłego zapominania o sobie, aby spróbować zrozumieć serce każdego pacjenta, aby prowadzić go w ostatnich chwilach życia.

W 2011 roku s. Clare powróciła do Belmonte. Tym razem jej przełożoną była s. Ana Maria Lapeña, która bardzo trafnie podsumowuje duchowość siostry Klary tymi słowami: "Dała z siebie wszystko z wielkim poczuciem humoru". S. Ana Maria do dziś podziwia posłuszeństwo siostry Klary i stwierdza: "Nadal nie wiem, co lubiła robić, a co było dla niej trudne. Nigdy nie umiałam tego powiedzieć. A kiedy prosiłam ją o zrobienie czegoś, jej odpowiedź zawsze brzmiała: "Oczywiście !". Co więcej, zawsze obserwowała to, co jest potrzebne, a więc oferowała pomoc. Pod koniec tego roku pomyślałam sobie: "Chcę nauczyć się być posłusznym tak jak ona".

W październiku 2012 r. siostra Clare otrzymała nowe miejsce, w którym mogła wcielić w życie swój potencjał ewangelizacyjny: Ekwador. Została wysłana do niedawno założonej wspólnoty w Guayaquil. Siostry Służebnice przebywały w Guayaquil tylko przez rok. Siostry prowadzą tam lekcje w kilku różnych szkołach w bardzo biednych regionach i pracują w parafii, ewangelizując młodzież i dzieci. Organizują rekolekcje, obozy letnie, cotygodniowe spotkania formacyjne itp. Było wiele do zrobienia, a rozdzierający ekwadorski upał, oprócz różnych chorób tropikalnych, na które cierpiała, był wyczerpujący. Sama siostra Clare mówiła o nastroju jaki miała, kiedy dotarła do Ekwadoru. "Kiedy przyjechałam do Ekwadoru, słuchaliśmy życia Jana Pawła II i podczas jednej z jego wizyt apostolskich zapytano go: "Ojcze Święty, czy jesteś zmęczony ?", a on odpowiedział: "Prawda jest taka, że... Nie wiem". To był mój pierwszy tydzień tutaj w Ekwadorze i chciałam użyć tego cytatu z Jana Pawła II nie jako mojego motta, ale jako mojego sposobu życia tutaj. Czasami się męczysz, oczywiście ! Praca cię męczy, ale mimo że jestem zaangażowana, mam nadzieję, że nie będę się nad sobą użalała i nadal będę dawała siebie innym".

Dwa lata później s. Klara została wysłana z misją do innej wspólnoty w Ekwadorze: Playa Prieta. Tam Siostry Służebnice Domu Matki prowadzą szkołę, Centrum Edukacyjne Świętej Rodziny, gdzie ubogie dzieci mogą otrzymać wysokiej jakości, katolicką edukację, dzięki sponsorowaniu jej przez wielu dobroczyńców. Po zakończeniu intensywnego dnia szkolnego i zakończeniu zajęć pozalekcyjnych Siostry znajdują czas na pracę w parafii i opiekę nad wieloma ubogimi rodzinami. W palącym słońcu lub w ulewnych deszczach Siostry odwiedzają zubożałe domy na wsi, aby ocenić podstawowe potrzeby każdej rodziny i w ten sposób móc dać im Jezusa Chrystusa i nadzieję Życia Wiecznego, wraz z koszami żywnościowymi, lekarstwami i wieloma innymi rozwiązaniami dla problemów materialnych, z którymi się zmagają.

Kilka razy w ciągu roku Wspólnoty Sióstr Służebnic i Braci Domu Matki wraz z grupą młodych ludzi odwiedzały Puyo, położone w ekwadorskiej Amazonii, aby tak ewangelizować. Siostra Clare również brała  w tym udział, wędrując godzinami przez zdradliwe ścieżki z błotem po kolana i przekraczając dopływy Amazonki z wodą do piersi, aż dotarła do skromnych wiosek Shuar, od dawna bardzo niebezpiecznych. Shuarowie żyją w małych społecznościach liczących nie więcej niż trzydzieści osób. Uprawiają ziemię metodami przodków i żyją w wielkim ubóstwie. Czasami Siostry docierały do wiosek, gdzie rdzenni mieszkańcy nigdy nie słyszeli o Ewangelii i nadal praktykowali poligamię. Praktycznie nie było wiedzy o wierze nawet w wioskach, w których od czasu do czasu odwiedzał ksiądz i których mieszkańcy byli ochrzczeni.

Wszyscy zawsze pamiętają siostrę Klarę z gitarą w ręku, jej wielką "towarzyszką" ewangelizacji. Pamiętają jej śpiew nawet do tego stopnia, że straciła głos. Nawet wtedy nadal śpiewała, pomimo upału, zmęczenia i migreny. Jej sposób śpiewania odzwierciedlał sposób, w jaki żyła. Pomimo zgiełku i radości, które zawsze ją otaczały, w miarę upływu lat wzrastała potrzeba ciszy i chwil samotności siostry Klary. Dla Sióstr było oczywiste, ile siostra Klara z siebie daje. Dla niej nic nie wydawało się wystarczające dla Chrystusa. Pokazuje to w e-mailu, który napisała do założycielki Sióstr Służebnic, ks. Rafaela, 8 kwietnia 2015 roku: "Chociaż Wielki Piątek jest smutnym dniem, nie wiem, jak wytłumaczyć radość i entuzjastyczne pragnienie, które mam cierpieć dla Pana. Wszystkiego wydaje mi się za mało: braku snu, postu, upału, konieczności zajmowania się ludźmi... Wszystko, co może być trudne, napełnia mnie radością, ponieważ przybliża mnie do Pana... Spędziłam sporo czasu przed krzyżem, prosząc o łaskę, aby nigdy, nigdy nie zapomnieć o wszystkim, co Pan i Matka Boża wycierpieli za mnie."


Trzęsienie ziemi


Trzęsienie ziemi, które położyło kres życiu siostry Clare i pozostałych pięciu młodych nowicjuszek, rozpoczęło się o godzinie 18:58  w sobotę, 16 kwietnia 2016 roku. Z powodu silnych powodzi, które w poprzednich dniach zniszczyły Playa Prieta, siostry przeżyły bardzo trudny tydzień. Zaledwie dwa tygodnie przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego znalazły się w szkole, która była w stanie całkowitej katastrofy: wszystkie sale lekcyjne zostały zalane, niedawno pomalowane ściany, krzesła, stoły, drzwi i duża ilość materiałów dydaktycznych zostały zniszczone przez wodę, ponieważ siostry nie zdążyły ich uratować. Z tego powodu, gdy tylko poziom wody zaczął się obniżać, zakonnice zajęły się sprzątaniem i próbą naprawienia katastrofy. Pracowały z radością i hojnością. Praca była ciężka, ponieważ gdy woda opadła, pozostawiła kilka warstw błota. Martwiły się również o wiele biednych rodzin w okolicy, które straciły wszystko, lub prawie wszystko, w wyniku powodzi. W obliczu ekstremalnej sytuacji zareagowały oddaniem krwi. Kontemplując wydarzenia z perspektywy czasu, wydawało się, że Pan je przygotowuje. Trzęsienie ziemi rozpoczęło się wkrótce po powrocie z Mszy Świętej w parafii, w wiosce. Było już ciemno. Siostra Klara i grupa młodych kobiet, które zmarły, były w tym czasie na pierwszym piętrze. Miały lekcję gry na gitarze i zamierzały odmawiać różaniec z resztą sióstr i dziewcząt. Silne trzęsienie ziemi spowodowało zawalenie się budynku, w którym znajdowały się cztery siostry i siedem dziewcząt. Tylko pięć osób udało sie uratować z katastrofy... Co ciekawe, tego samego dnia podczas lunchu zakonnice rozmawiały o śmierci. Bardzo przekonana, siostra Klara powiedziała: "Dlaczego miałabym bać się śmierci, jeśli mam iść z Tym, z którym pragnęłam być przez całe moje życie?"

Ku zaskoczeniu wielu, wiadomość o śmierci siostry Clare zaczęła krążyć w środkach masowego przekazu na całym świecie. Zakonnice z jej zgromadzenia zaczęły otrzymywać orędzia modlitwy i wsparcia, ale przede wszystkim świadectwa osób, które zostały poruszone historią siostry Klary i postanowiły powrócić do życia sakramentalnego...


Na podstawie życiorysy siostry Clare Crockett powstał film pt. "Wszystko albo nic", który publikujemy.







Źródło:
https://www.sisterclare.com